beta

Po prostu wystawy

Pierwsze kroki na wystawach związane z prezentowaniem naszych wymarzonych czworonogów nie zawsze są przyjemne dla nas i dla naszych pupili, ale każdy kiedyś zaczynał od tej pierwszej wystawy, na której nie mógł znaleźć ringu, plątał się w klasach i stresował odpowiednim zachowaniem w ringu. Może mój przykład zmniejszy trochę stres związany z wystawą tych co stawiają pierwsze kroki w handlingu wystawowym.

borzoj-irina

Sędzia delikatnie, acz stanowczo złapał mnie za rękę.

- Proszę popuścić ringówkę temu psu i pozwolić mu biec – dopiero teraz dotarły do mnie słowa sędziego. Ponoć mówił do mnie już kilka razy, ale ja nie mówiłam mu, że słyszę tylko na jedno ucho. Hałas jaki panował na hali wystawowej skutecznie zagłuszał wszystkie sygnały wysyłane w moją stronę.

Teraz łapię sygnały niewerbalne i jestem skupiona na ringu, ale wtedy to była jedna z moich pierwszych wystaw. Cud, że w ogóle wystawiłam psa w prawidłowej rasie i na właściwym ringu. Przede mną były charty afgańskie, zwróciłam uwagę, jak są wystawiane i to samo chciałam powtórzyć z Goranem. Dzięki Bogu nie podniosłam mu ogona, bo to byłaby już totalna klapa i wstyd. Ale wtedy tego nie wiedziałam. Po kilku kółkach biegu z psem sędzia podziękował, więc zabrałam się i wyszłam z ringu. Asystentka jednak zdążyła mnie złapać zanim zniknęłam w tłumie.

- Proszę Pani, przecież pies jeszcze nie opisany- poprowadziła mnie przed stolik sędziego. Stoję więc ja - właścicielka borzoja. I mój pies. Nie stoi tylko leży. Goran zdegustowany zamieszaniem i szarpaniem go, po prostu się położył mrucząc coś pod nosem. Ja stałam głupkowato się uśmiechając i czekając nie wiadomo na co. Sędzia podszedł i postawił psa, szczegółowo go oglądając dyktował ocenę sekretarce ringu. Po czym powiedział:

- Dziękuję, zapraszam do porównania – wyartykułował słowa tak wyraźnie, że dotarły. Zrozumiałam. Chyba jednak nie zrozumiałam, bo weszły psy z następnej klasy, a ja dołączając do nich zaczęłam z Goranem następne kółko. Pan sędzia bliski rozpaczy wysłał do mnie asystentkę, bo krzyczeć już mu się nie chciało.

- Proszę Pani, to jest klasa otwarta, a Pani ma wejść do porównania – zgłupiałam do reszty.

- Proszę stanąć za ringiem, ja Panią zawołam – i dzięki Bogu, bo teraz już zupełnie nie wiedziałam, czego ode mnie chcą. Ale udało się, bacznie patrzyłam na asystentkę i jak tylko kiwnęła w moją stronę wparowałam po raz kolejny na ring.

Ku mojemu zdumieniu podszedł do nas sędzia i powiedział :

- Gratuluję, Najlepszy Pies w Rasie zapraszam po sukach – sędzia z lekkim uśmiechem na ustach wyciągnął do mnie rękę. Powinnam być zadowolona, a ja trzęsąca jak galareta stałam przy wejściu na ring litościwie wypatrując skinienia asystentki. Całą wieczność trwało to czekanie. W końcu weszliśmy. Znów bieganie w kółko, a ja nie myśląc o psie przeklinałam szerokie spodnie, które założyłam wierząc, że to dobry pomysł. Nie był dobry, bo przeklinając, modliłam się, aby nie poplątać nóg i nie wybić przy okazji zębów. Swoich. Stanęłam jak wryta, kiedy usłyszałam:

- Gratuluję, zwycięstwo rasy - jeszcze raz wyciągnięcie dłoni i uścisk sędziego.

Matko Boża, Goran wygrał? Ten histeryk, który nie lubi wystaw? Pies z największą depresją świata i migrenami wygrał rasę?

Tak, zrobił to, mimo iż usilnie mu w tym przeszkadzałam. Chyba jako wystawca więcej popsuć nie mogłam. Bardzo szczęśliwa pojechałam do domu na niedzielny obiad z najpiękniejszym psem. To nic, że wyje, że siada w kącie i płacze godzinami, bo świat nie jest różowy. To nic, że obraża się nie wiadomo na co i przez cały dzień nie da się dotknąć, bo nie. Jest najpiękniejszy więc wybaczam mu.

Obiad mimo wszystko zjadany w nerwach, bo po południu porównanie na ringu honorowym. Jeszcze nigdy nie byłam na ringu honorowym. Tyle ludzi będzie obserwować robione przez nas kółka. Byle się nie potknąć, dać luz na smyczy, nie pozwolić położyć się i broń Boże wywijać ogona w górę.

Po czasie wiem, że tego dnia nauczyłam się bardzo dużo.

Mała hala, w której był ring honorowy powoli wypełniała się właścicielami czworonożnych piękności i widzami, którzy chcieli obserwować końcowe zmagania najpiękniejszych psów wystawy. Goran zdegustowany tłumem zaczął się denerwować. Miał naprawdę dość tej wystawy. Nic to, wytrzyma. Przecież niedługo kończymy. Chodziłam w tę i z powrotem, zaczęłam biegać, bo Goran zostawiony sobie, natychmiast popada w depresje. Wyje, jakby chciał powiedzieć, że nie jest pajacem i nie z jego winy znalazł się gdzie znalazł. I że jest głośno. I duszno. I w ogóle chce wracać do domu. Biegamy, biegamy, biegamy. Goran w biegu przybiera coraz to dziwniejsze pozycje.

- Darek, spójrz na niego, bo wydaje mi się, że kuleje – zaczęłam biegać, ale Darek zainteresowany pielęgnacją psów z IX grupy chyba dokładnie na Gorana nie spojrzał.

- Nie, nic mu nie jest – odpowiedział, kiedy wróciłam z powrotem.

- Jest, jest. On kuleje – wtrącił pan siedzący na krześle obok nas i pilnujący porządku w hali.

Goran kulał. Kulał, wył, kładł się i wstawał od razu. Wpadł w histerię. On ma tak często. Taki model. Wtedy jest kiepsko, bo nie da się dotknąć, a przy nawet najmniejszym dotyku płacze, jak po potrąceniu przez tira. Nie ustoi minutki. Kręci się w miejscu, jakby miał owsiki. Cały Goran.

Jednak na ring honorowy weszliśmy. Goran był trzeci na grupie. Trzeci, bo tylko trzy charty zostały. Miał fuksa.

Teraz z łezką w oku i uśmiechem na twarzy wspominam tą wystawę i w duchu dziękuję sędziemu, że nie usunął nas z ringu, bo powodów miał wiele. A ja dalej biegam po ringu z synem Gorana, tak samo wyjącym, albo i bardziej. I cieszę się, że wyje. Wyje jak odchodzę i wystawiam innego psa. A potem wracam i on cieszy się, jakby mnie wieki nie widział.

I uczę się dalej. Bo wbrew pozorom dobre wystawienie psa nie jest łatwe, a pokazanie tego, co chce się pokazać jest sztuką. I tak jak ludzie, psy mają swoje lepsze i gorsze dni. I są takie, które na wystawach czują się jak ryba w wodzie oraz te, które wystaw nigdy nie polubią. Będą je tolerować i traktować jako zło konieczne. Dla nas.

Moje psy robią to dla mnie. Ja dla nich staram się pomagać, a nie przeszkadzać na ringu. Miałam przyjemność spotkać ludzi, którzy otworzyli swój kosz z doświadczeniami i pokazali, co i jak powinno wyglądać. Na co zwrócić uwagę w trakcie wystawiania, a czym tej uwagi nie odwracać od psa. Staram się rozumieć, że psy czasami mogą mieć dość. I najzwyczajniej nie chce im się.

Właśnie na wzgląd tej pierwszej wystawy uczę się cierpliwości. Cierpliwości do psów i do ludzi.

Wiem, że każdy sędzia jest człowiekiem z całą gamą uczuć, wspomnień i emocji. Że może mieć lepsze i gorsze dni, i że ja jako wystawca w tym łańcuszku jestem na końcu. Jako dodatek do tego, co na wystawach jest ważne. Więc nie będę dyskutować, czy kłócić się z sędzią, czyj pies powinien być pierwszy i dlaczego. I że mój wcale tych wymienionych wad nie posiada. Nie będę drzeć kart ocen, czy rzucać smyczą, bo to najzwyczajniej nie przystoi. Nie będę krytykować i wytykać palcami wystawców, których psy mi się nie podobają. Bo moja wiedza na ten temat jest niewystarczająca, a poza tym borzoj to rasa z masą różnych typów i możliwością łączenia i wybierania cech, które danemu hodowcy podobają się najbardziej.

Postaram się zachowywać tak, by aura rasy mogła błyszczeć w swojej świetności, a psy czuły, że przynależą do specjalnej grupy.

 
Free Joomla 1.5 Templates by JoomlaShine.com