beta

Stockholm 2008

Wełniana czapka na głowie, na rękach stare, podziurawione rękawiczki. Uwielbiam je, bo te dziury pozwalają moim palcom wyglądać na świat zza grubej podszytej wełną skórki, no i jak trzeba trzymać i odbierać ciepło od grubych ścianek kubka, który wypełnia wrząca herbata. Jesień przyszła niespodziewanie. Ostatni weekend był przecież tak niesamowicie duszny i upalny. A ten manifestuje słotną jesień. A jesień, jak to się przyjęło, nastraja nas do wspomnień i refleksji. Chyba się przyda trochę jesiennego czasu, aby uporządkować wspomnienia z tego lata jednego borzojomaniaka…..

Kongres borzoja w Petersburgu rozpoczął wakacje. Nie mając czasu na odpoczynek, przepakowujemy walizki i gonimy czas, aby zdążyć na prom do Stockholm’u. Głęboki oddech biorę na promie. Wieczorne promienie słońca przeplatające się z wiatrem smagają nasze twarze i pyski naszych psów. Dzielna ta arystokracja, zawija nogami i trzyma, bo przecież borzoj nie pozwoli sobie na sikanie w piaskownicy przygotowanej dla psów na promie. Więc nie sikają. 16 godzin. Za to leżą na naszych nogach i udają, że rozumieją, o czym rozmawiamy, spoglądając nam prosto w oczy i od czasu do czasu mocząc nos w filiżance z kawą lub szklance z piwem. Budzimy się bardzo wcześnie, a raczej budzą nas psy. Poranek na tarasie, psy dalej zamiaru sikać nie mają, ale razem z nami delektują się poranną kawą i pięknym widokiem szwedzkich fiordów z pokładu promu. Mamy Stockholm, długi spacer i długie siku. Pierwszy kierunek, jaki obieramy to hale wystawowe, na których odbyła się Światowa Wystawa Psów. Panowie zostają przy samochodzie uskuteczniając jeszcze jeden spacer z psami, a my z Natalią idziemy zwiedzić hale i poszukać tej właściwej na jutro. Powrót do hotelu, odpoczynek w biegu i kolacja z rodziną mieszkającą w Szwecji. Trzeba przyznać, że nie zobaczylibyśmy tyle Szwecji, gdyby nie wskazówki Grześka i Teresy mieszkających tam od dobrych kilku lat.

st-petersburg

Nie mogąc doczekać się soboty, wydaję komendę pójścia do łóżek bardzo wcześnie.

Jesteśmy. Światowa Wystawa Psów Stockholm 2008. Hale targowe, nasza rodzina w komplecie i kompletnie wcześniej zaplanowany zespół borzojowy w wydaniu sztuk trzech. Wszystkie przedwcześnie wyliniałe, przy większości psów wyglądają jakby niedawno przeszły grzybicę. Nic to, przebiegniemy się, ustawimy w szeregu ponad 150 psów i poczekamy na ocenę. Sędziowanie odbywało się na dwóch ringach. Zawsze boleję z tego powodu, bo niemożliwym jest obejrzenie wszystkich wystawianych psów. Mimo to wgląd w populację mam i dochodzę do wniosku, że skandynawskie psy zdecydowanie różnią się od psów rosyjskich i naszych – europejskich.

stockholm

Z perspektywy czasu i ilości oglądanych psów mogę stwierdzić, że w Rosji zobaczyłam piękno borzoja w naturze, bez zbędnego gromingu i czułam, że te psy żyją w środowisku i warunkach do tego stworzonych. Polują tak, jak polowały za świetności Gatchiny i Pershino – najznamienitszych psiarni rosyjskich początku wieku XX. Dobrze im.

Skandynawię na światówce reprezentowało 101 psów, ponad połowa to psy ze Szwecji. Większość z wielkim namaszczeniem, dokładnie przygotowana do wystawy. Grooming jednak istnieje i w niektórych wypadkach urasta do sztuki. Wspominam z uśmiechem na ustach jak to ja kiedyś, chcąc pokazać ładniejszego borzoja nieudolnie przycięłam go tak, że przez długie tygodnie nie mogłam go wystawiać wcale. Pozostaję więc przy naturze i delikatnej korekcji, o ile to potrzebne.

Doceniam poświęcenie naszej rodziny i ich oczekiwanie na sędziowanie naszych psów, dla osoby nie związanej z rasą i wystawami w ogóle musi to być bardzo nużące zajęcie. Patrzeć na podobne do siebie psy biegające w kółko przez godziny. Pakujemy się więc po sędziowaniu do samochodu i jedziemy do pięknego parku, w którym ładujemy akumulatory na następne dni i uzupełniamy niedobory żywieniowe po całodziennych emocjach związanych z wystawą. Bo emocje jednak są. Mimo ilości wystaw, w których bierzemy udział, wystawa światowa zawsze jest tą najważniejszą. Nareszcie mogę rozpocząć jakiekolwiek konwersacje, bo na wystawie przejęta ocenami oglądałam psy, czekałam, i wymieniałam lakoniczne uwagi w międzyczasie chcąc wszystko sfotografować.

Wystawa przygotowana doskonale. Bardzo podoba mi się szwedzka organizacja kolejnej imprezy najwyższej rangi, w której bierzemy udział.

- Ufffff, po światówce. Tak szybko? Gdzie to ma być następna?

W panice oglądam fotografie. Czy wyszły? Czy są wszystkie? Są……. Dzięki Bogu.

Tego wieczora zasypiamy spokojniej. Tydzień odpoczynku w pięknych, czystych, szwedzkich sceneriach. Muszę przyznać, że większe wrażenie zrobiła na mnie Szwecja zimą, kiedy to gnaliśmy do Asarny na Mistrzostwa Świata Psich Zaprzęgów. A może to dlatego, że był to pierwszy raz….

Jedziemy….. Natalia przykryta po uszy, kołysana przez samochodowe amortyzatory odsypia wczesne pobudki w roku szkolnym, a Mateusz z game–boy w ręce śpi z otwartą buzią. Psy zadowolone, że nie muszą głupio mizdrzyć się do sędziów i biegać w kółko drzemią na grubych materacach. Po niedługiej podróży dojeżdżamy do miejsca, które ma być naszym domem na okres tygodnia. Bo przecież to nie koniec. Za tydzień wystawy klubowe w Vasteras.

Piękne są lasy szwedzkie, wszędzie usiane jeziorkami. Mniejsze, większe. Oooo ! Na tym jest wysepka z budką dla ptaków. Kto ją tam zbudował…?..

Dojeżdżamy do domku Mony znalezionego dzięki uprzejmości Sussie z Tarasov kennel. Piękne miejsce, takie blisko natury. I gospodarze tacy uprzejmi. Niestety nieuprzejmy deszcz zmusza nas do szukania innego miejsca niż maluteńki romantyczny domek Mony położony na maluteńkim wzgórku w lesie. Smutno nam opuszczać to miejsce, ale psy niczym grający w oczko zbierały niesamowite ilości kleszczy. A my jak na nowojorskiej giełdzie prześcigaliśmy się, kto znajdzie więcej i na którym psie.

Stare przysłowie mówi „Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło”….

Znajdujemy hotel prawie na terenie wystawy. Urocze miejsce przy jeziorze. Idziemy w ślady Szwedów i kupując jednorazowe zestawy do grillowania, tak popularne w Szwecji, smażymy steki i żywimy się samodzielnie. Najczęściej szybko i nieskutecznie, ponieważ deszcz przegania nas znad brzegu z mniejszą lub większą częstotliwością. Siedząc w hotelu, zwiedzając przepiękne zamki, karmiąc kaczki i pływając z psami w jeziorze czekamy na klubowe wystawy.

Szwedzkie wystawy zdecydowanie różnią się od tych, do których jesteśmy przyzwyczajeni na kontynencie. Duża ilość psów biorących udział w porównaniu oraz zajęcie dalszego miejsca w klasie nie znaczy, że pies ten nie może wygrać rasy. Powoli łapię różnice i wypytuję Sussie o szczegóły. A Sussie tłumaczy, a ja znowu pytam. Aż w końcu łapię. Chyba.

Lubię wystawy w plenerze, większe ringi i ten borzoj, jakiś taki inny … fajniejszy… oglądam psy jeszcze raz, robię zdjęcia. Jakie to piękne móc wrócić po jakimś czasie do zdjęć z wystawy sprzed 3 lat i porównać psy. Jak się zmieniły, wydoroślały. Jaką piękną sierść przyniósł im wiek. Jak dostojnie wyglądają, albo jak nie wydoroślały wcale. Jak z wiekiem coraz bardziej plątają nogi w ruchu, albo paskudnie odstawiają łokcie. Albo poznać psa po ruchu, niezmiennie pięknym. Wszędzie na świecie znajdziemy psy ładne i ładniejsze. Z większą, albo z mniejszą ilością wad. Jak dotąd spotkałam tylko jednego psa, który podobał mi się bardzo. Można by się pokusić stwierdzenia, że bez wad.

To lato obfitowało w wydarzenia ważne dla borzojomaniaka. Dało wgląd w populację nie tylko w krajach ościennych. I pozwoliło wyciągnąć wnioski na przyszłość. Przede mną praca. Wielka. Pewnie jak każdy będę dążyć do wyhodowania borzoja marzeń.

Jaki on ma być?

Piękny. Dokładnie taki, jak jest opisany we wzorcu. I bardzo bym chciała się tego trzymać i nie zginąć w wystawowym szale wygrywania zapominając o wadach skrzętnie ukrywanych w ilości futra i przesadnym groomingu lub nadrabiać niedoskonałości wielkością psa.

…i chcę płynąć razem z nim, odbijając się od ziemi w jednym rytmie i lekko opadać, by znów móc unieść się w niebyt…..

 
Free Joomla 1.5 Templates by JoomlaShine.com