Dom Ipatiewa był ostatnim przystankiem historii Romanowów. Kiedy prowadzono wszystkich członków rodziny pamiętnej nocy na rzekome pamiątkowe zdjęcie do piwnicy, w dzieciach drzemała jeszcze nadzieja, że wszystko będzie dobrze. Wszystko się ułoży. Wywiozą ich w kolejne miejsce i przetrwają rewolucję. Znów wrócą do siebie i będzie jak dawniej.
Car Mikołaj niósł na rękach chorego na hemofilię przyszłego następcę tronu Aleksjeja. Cztery dorastające córki carskie szły za cesarzową Aleksandrą, jakby chcąc ją asekurować w razie potrzeby.
Cesarzowa od dawna cierpiała z powodu ischiasu. Rodzinie carskiej towarzyszyła świta, a małej Anastazji maleńki angielski spaniel.Wprowadzono wszystkich do malutkiej z zakratowanym oknem piwnicy. Ustawiono w dwóch rzędach, a zamiast fotografa pojawiło się jedenastu uzbrojonych mężczyzn. Jurowski szybko odczytał wyrok skazujący rodzinę na śmierć, po czym wyjmując mały pistolet z kieszeni zastrzelił cara. Za nim zaczął strzelać cały oddział.
Cesarzowa nie zdążyła podnieść ręki, aby się przeżegnać.
Natomiast od Aleksego i młodszych dziewczynek kule zdawały się odbijać i wracać do strzelających.
-Panie Boże, jeśli Twoim życzeniem jest abym tu została do końca – zostanę ….
będę czekać aż zabierzesz mnie …. cichutko, godnie i spokojnie….
Żołnierze wpadli w szał. Jak się potem okazało, dzieci chroniły gorsety z wszytymi 6 kilogramami diamentów.
Zapach prochu i krwi, dym i przerażająca cisza.



Wiosenną porą w małym polskim miasteczku deszcz przeplatał się ze śniegiem, a wiatr nie pozwalał ludziom na świąteczne wielkanocne spacery. Pogoda była usprawiedliwieniem dla mieszkańców, aby pozostać przy telewizorach. Lany poniedziałek naprawdę był mokry. I zimny.
Przy jednej z ulic zatrzymał się samochód. Otworzyły się drzwi i nieznajoma postać wypchnęła jakiś czarno biały tobołek. Drzwi zatrzasnęły się ponownie i samochód odjechał. Tobołek leżał i namakał na deszczu. Po pewnym czasie kałuża deszczu, w którą został wyrzucony zbędny balast zaczęła zmieniać kolor na czerwony. Ktoś z przechodzących podszedł, dotknął, zainteresował się i wykręcił numer do kobiety, która pracowała w Towarzystwie Opieki nad Zwierzętami.
W kałuży ni to deszczu, ni to krwi leżała dziewięcioletnia borzojka. Wycieńczona przebytym porodem. Brudna, bez sił, cicha.
-Panie Boże, jeśli Twoim życzeniem jest abym tu została do końca – zostanę ….
będę czekać aż zabierzesz mnie …. cichutko, godnie i spokojnie….
Okolice miasteczka okalały piękne tereny leśne z dużą ilością dzikiej zwierzyny. Okolice te też zamieszkiwane są przez kłusowników, trzymających psy w piwnicach, garażach i schowkach. Prawo nie zezwala na polowania z chartami, ale z czegoś żyć trzeba. Szczeniaki pewnie urodziły się martwe więc na co kłusownikowi taki pies. Karmić to trzeba, polować już nie może, ani szczeniąt rodzić.
Kobieta z TOZ-u zabrała sukę do siebie, nakarmiła, udzieliła pierwszej pomocy i zaczęła szukać nowego domu dla Bieriozki.
Umówiły się w Kielcach. Kiedy przyszła właścicielka podeszła do psa z jej oczu zaczęły płynąć łzy, płynęły jak strugą. Bieriozka z uśmiechniętym ryjkiem zaczęła wylizywać jej ucho. Po prostu borzoj, pokancerowany jak cholera, ale dumny. Stała i lizała ucho ciesząc się, jak gdyby nigdy nic. Po krótkiej wymianie zdań kobieta z psem odmaszerowała w stronę auta. Pomogła wejść psu do samochodu, bo oprócz tego, że suka była słaba po porodzie, to miała jeszcze złamaną łapę. Łapa już dawno zrosła się sama, ale wygięta wymuszała zupełnie inny chód.
Kobieta bała się bardzo jak zostanie przyjęta nowa dorosła mieszkanka przez całą sforę jej psów. Najbardziej bała się reakcji Almy, jednak ta podeszła do Bieriozki powąchała, spuściła głowę i wycofała się tyłem. Bieriozka była ich.
Ona nigdy nie zapomni tej pierwszej nocy spędzonej z Bieriozką. Suka spała przy jej łóżku. Za każdym razem, gdy budziła się, aby sprawdzić czy wszystko w porządku, pies stał już nad nią wpatrując się w jej twarz z uśmiechem.
Borzoj.

Borzoje weszły do jej życia z impetem i kobieta wcale nie ma zamiaru się temu sprzeciwiać. Jest zupełnie odwrotnie. Psy dały jej bardzo wiele, czerpie z nich każdego dnia. Pewnie i dzięki nim przetrwała najcięższe chwile w swoim życiu. Więc i dać musi, gdy taka jest potrzeba. A przy tym wierzy w to, że trafia do niej ten, kto potrzebuje i trafić ma.
Zima tego roku była nadzwyczaj ciężka i mroźna. Odczuły to psy i mieszkańcy Biskupic. Ale teraz nareszcie wygrzewają się w promieniach jeszcze nie najcieplejszego słońca, na coraz to bardziej zielonej trawie.
Bieriozka przechadzała się po podwórku coraz wolniej, coraz większą trudność sprawiało jej bieganie i obszczekiwanie obcych. Wychodziła jednak w cieplejsze dni i kładła się w dołkach wykopanych przez borzojową młodzież tak, aby móc obserwować to, co dzieje się naokoło. Życie 11-letniej suczki nie należało do łatwych i przyjemnych, a życiowa energia zdawała się odchodzić z dnia na dzień coraz szybciej, stare urazy coraz bardziej dawały się we znaki.
Tego dnia Bieriozka już nie jadła. Do południa poszła do stajni, położyła się na miękkim sianie i już nie wstała. Pełnymi miłości oczami długo żegnała się z nami. Długo, za długo. Pomogliśmy jej przejść za Tęczowy Most.
Z pewnością miała wystarczająco dużo czasu, aby jeszcze raz powtórzyć słowa:
-Panie Boże, jeśli Twoim życzeniem jest abym tu została do końca – zostanę ….
będę czekać aż zabierzesz mnie …. cichutko, godnie i spokojnie….
Dwa lata jakie spędziła u nas z jej jedenastu to bardzo mało, zdołała jednak wejść głęboko do naszych serc i znaleźć w nich ciepłe miejsce. Na zawsze.
BIERIOZKA ZE SFORY CARYCY ( 1999 - 2010 )
| « poprzednia | następna » |
|---|
