Mam na imię Mateusz. Od 6 lat ogromną radość sprawia mi pasja, którą zaraził mnie tata, a której i ja oddałem część mojego serca. Zaczęło się banalnie przez przypadek, kiedy to jako dwunastoletni chłopak pojechałem pokibicować mojemu tacie biorącemu udział w zawodach. Tata startował wtedy w zaprzęgach składających się z dwóch psów. Jedyne co zapamiętałem to straszny mróz, marzyłem aby jak najszybciej wrócić do domu, napić się gorącej herbaty i dokończyć oglądanie bajki.
Jednak zimno nie spowodowało, że szybko wróciłem do domu. Po starcie taty zapytałem, czy i ja mógłbym wziąć udział w zawodach. Pomimo warunków atmosferycznych, często nie sprzyjających jest w tym sporcie coś co daje niesamowitą frajdę.
Następne zawody to już mój start. Przypięty do specjalnego pasa musiałem przebiec krótką trasę. Po przebiegnięciu 30 metrów mój pies zadecydował, że wróci na start, ja uparcie podążałem do mety. Zająłem wtedy 7 lokatę na 14 startujących. Wtedy to zdałem sobie sprawę, że aby być dobrym musherem muszę wraz z moim psem stanowić zgrany duet. Wtedy też zapragnąłem następnych zawodów, aby udowodnić sobie, ze potrafię rywalizować, zrobić coś lepiej, szybciej. Tata widząc moje zaangażowanie powoli zaczął szukać psów z linii sportowych. Zaczęły się treningi, zawody, wyjazdy. Zaczęła się rywalizacja, która powodowała, ze czułem się dojrzalszy i bardziej odpowiedzialny. Bo ten sport to nie tylko moja kondycja, ale i kondycja psów, o które dbamy cały rok. Z roku na rok nasze treningi ewoluują, szukamy nowych rozwiązań, próbujemy trenować w coraz to innych interwałach, z różnymi obciążeniami, w różnych terenach, choć przepiękne tereny Jury sprawdzają się doskonale i przynoszą efekty w postaci cieszących mnie i mojego tatę wyników.
Pierwszy tytuł, z którego byłem bardzo dumny to tytuł Mistrza Polski Juniorów w 2006 roku w klasie D1, czyli w zaprzęgu z dwoma psami. Rok później zdobyłem tytuł Mistrza Świata Juniorów w tej klasie utrzymując tytuł Mistrza Polski Juniorów, który w 2008 wybiegałem z moim zaprzęgiem po raz trzeci.
Rok 2008 to wielka wyprawa do szwedzkiej Asarny na Mistrzostwa Świata WSA, to był ciężki start ponieważ kilka miesięcy wcześniej w wypadku straciłem mój zaprzęg. Niesamowite psy, które zawsze będę miał w swojej pamięci – Unia i Dali, i które mimo, że ich nie ma zawsze towarzyszą mi na każdych zawodach. Na zdjęciu, w kieszeni. Dzięki wsparciu Sylwii i całego niemieckiego teamu daliśmy radę wystartować. Wystartowałem z młodymi braćmi – Lemonem i Capy’m. I łzy leciały mi po policzkach, kiedy daleko od domu zagrano znów Mazurek Dąbrowskiego dla Mistrza Świata Juniorów.
Z Lemonem i Capy’m biegam do dziś, dokładając w międzyczasie do kolekcji tytuł Mistrza Europy Juniorów w szwajcarskim Kandersteg w 2009, czy nie jednokrotnie już tytuły Mistrza Polski. Kolejne starty na najważniejszych imprezach w sezonie, podniosły mi poprzeczkę bardzo wysoko, bo nie startowałem już w klasie juniorskiej. Ale i tak w niemieckim Oberwiesenthal na Mistrzostwach Świata, czy we włoskim i słonecznym Campo Felice zajmowałem bardzo wysokie czwarte lokaty. W międzyczasie wytypowano mnie do plebiscytu na Najlepszego Sportowca Regionu, znalazłem się pośród znanych nazwisk żużlowców, siatkarzy i lekkoatletów i ku mojemu zdumieniu plebiscyt wygrałem. Młody chłopak zaczynający swoją przygodę z tak nie popularnym sportem jakim są psie zaprzęgi. To wyróżnienie dało mi dodatkowy bodziec do pracy. Dla tych, którzy na mnie głosowali, będę starał się trzymać formę i nie zawieźć.
Każdy rok pracy z moimi psami uczy mnie pokory i przede wszystkim zwracania uwagi na to co one czują i czego potrzebują, uczą opieki i patrzenia na ten sport w sposób kompleksowy. Aby współgrać i osiągać szczyty musimy tworzyć jedną całość, ufając sobie i pomagając, musimy cieszyć się z wykonywanej pracy. Mam nadzieję, że team Z Jurajskich Biskupic będzie błyszczał jeszcze nie raz i cieszył się pracą, jaką wykonują husky stworzone by ciągnąć.
